45 godzin w Wiedniu

Kiedy słyszysz Wiedeń, wyobrażasz sobie historyczne miasto pełne zabytków. Ja też je sobie tak wyobrażam 🙂 Chociaż byłem w tym mieście wielokrotnie to tylko raz udało mi się być w centrum… i to jeszcze przejazdem…
Często w rozmowie z ludźmi na temat pracy kierowcy pada stwierdzenie: „fajnie, jeździsz po Europie, zwiedzisz sporo świata”. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Owszem, jeżdżę po Europie, to nie ulega wątpliwości. Ale zwiedzanie? Dlatego zawsze, niemal z automatu używam zdania: „tak… zwiedzenie… z autostrady…” Czasami na prawdę mam wrażenie, że niektórzy wyobrażają sobie naszą pracę tak, że jedziemy w daną część Europy, szybko rozładujemy a potem zostaje nam już tylko czas na zwiedzanie bądź też leżenie nad morzem gdzieś na południu Włoch. Czasami co zdarza się bardzo rzadko wypadnie nam pauza w jakimś ciekawym miejscu, ale w 90% to miejsce znajduje się poza miastem bądź na jego obrzeżu. Ja właśnie w ten weekend znajduje się w takim miejscu. Jestem w Wiedniu, szał… A mało tego, zanim tu przyjechałem byłem w Budapeszcie! Dwa piękne miasta w których byłem i w których nie widziałem nic ciekawego oprócz miejsca rozładunku i załadunku…

Wyjechaliśmy z domu w czwartek z towarem do Budapesztu. Poszło sprawnie, więc o 11:00 następnego dnia czyli w piątek stawiliśmy się na rozładunek. Tak się ułożyło, że po rozładunku mogliśmy dokręcać  pauzę pod rampą, pod którą się zrzucaliśmy. Zależało nam na tym z prostego powodu. Po rozładunku trzeba było szybko wykręcić 9 godzin pauzy potem podjazd pod niedzielny załadunek do Wiednia, gdzie przed załadunkiem musieliśmy zrobić pauzę weekendową by spokojnie później wystarczyło czasu pracy do świąt, bo te wiecie, już za tydzień. Z uwagi na fakt, że jechaliśmy całą noc byliśmy padnięci… Wtedy nawet na myśl nie przyjdzie Ci by może przy okazji pobytu w stolicy Węgier zobaczyć coś ciekawego? Jedyne co myślisz to to, że musisz się położyć spać bo masz na to tylko 9 godzin a jeszcze przecież przyniosą Ci papiery z rozładunku to Cię obudzą. A po drugie adres Budapesztu, ale do centrum kilka ładnych kilometrów. Także niestety… pozwiedzane… Jeszcze tego samego dnia wieczorem opuszczamy to miasto, jest ciemno. Do Wiednia 4,5 godziny drogi. Zajechaliśmy na miejsce już praktycznie w sobotę wczesnym rankiem i od razu do wyra. Już dużo wcześniej wiedzieliśmy, że będziemy w rejonie lotniska, więc o żadnym zwiedzaniu nie będzie mowy, ale piszę o tym by obalić mit zwiedzającego Europę kierowcy. Sobota wita nas pięknym porankiem. W pobliżu oprócz nas stoją jeszcze trzy polskie ciężarówki. Znamy się z chłopakami, widzieliśmy się tutaj dwa miesiące temu dokładnie w takich samych okolicznościach. Zza budynków lotniska co chwilę wynurza się samolot, nisko nad naszymi ciężarówkami przelatują policyjne helikoptery. To plus tego miejsca, kręci się tu pełno policji, zatem jest bezpiecznie. Mamy tu też toaletę, w której można się umyć, nabrać wody czy załatwić potrzeby. To nic, że jest do niej jakieś 300 metrów, najważniejsze, że jest. Jest też sklep, może z 1,5 kilometra od miejsca postoju… Wkrótce musimy się do niego udać po, jak to określamy żartobliwie „zestaw małego kierowcy” czyli nic innego jak alkohol 🙂 Nie przewidzieliśmy spotkania w tak licznym gronie i nasze skromne zapasy z Polski chyba nie wystarczą. Tak też zrobiliśmy. Po wizycie w sklepie obijanie się do późnego popołudnia. Wieczorem zebranie 🙂 Warto opowiedzieć jak wygląda takie spotkanie, bo to dość specyficzne, choć w naszej społeczności zupełnie normalne.

W takiej sytuacji najpierw komisyjnie wybieramy miejsce, w którym spędzimy najbliższe godziny. Następnie każdy ze swoją szklaneczką i z tym co ma w kabinie udaje się do miejsca zbiórki. W 90% obok jednej z ciężarówek, w grę wchodzi odsłonięcie od wiatru czy dostęp do słońca, jeśli te jeszcze jest. Początkowo zwykle rozmowy przebiegają o pracy, wymieniamy się doświadczeniami. Każdy opowiada o swojej firmie, o warunkach, płacach, o tym ile czasu trzeba jeszcze wysiedzieć do powrotu do domu, czy jest komuś z tym dobrze czy źle. W późniejszej fazie dyskutujemy o naszych rodzinach, pasjach, marzeniach. A później… budzisz się w niedziele…

Tak dzisiaj jest niedziela, ok 18:00 ma przyjechać ktoś załadować towar na powrót do Polski. Rano, tzn. już prawie południe ale akurat dla nas godzina 10:00 to jeszcze rano, jemy wspólne śniadanie. Podobno umówiliśmy się na nie wczoraj 😛 Kilkadziesiąt minut pogawędki i odpoczynek. Skoro późno jedliśmy śniadanie to oczywiście późno też zabraliśmy się za obiad. Na tyle późno, że kiedy gość kazał nam się podstawiać do załadunku to chłopaki tłumaczyli mu, że za chwile bo kończymy obiad… Szybko kończymy i stawiamy auto w doku. Załadunek nie trwa długo, ale już robi się szarawo.

W Austrii dzisiaj mamy zakaz jazdy dla ciężarówek do godziny 22:00 więc pomimo tego, że jesteśmy już zwarci i gotowi do pracy nie możemy jechać. Właśnie z powodu niedzielnego zakazu zależało nam, żeby pauzę weekendową robić w miejscu załadunku, inaczej nie moglibyśmy tu podjechać z jakiegoś wcześniejszego parkingu właśnie ze względu na zakaz. Dzień w stolicy Austrii dobiega końca… za kilka godzin opuszczamy to miejsce…




 

10 myśli na temat “45 godzin w Wiedniu

  1. Zajebiiacie napisane sama prawda o pracy kierowcy też tak miałem że każdy mówi o kurczę jeździsz po Europie to pewnie mnóstwo zwiedzasz… tak zwiedzam autostrady zadko kiedy zdażą się ze coś zobaczę z reguły są to parkingi przy autostradzie ale czasem się udaje:-) Pozdro Maciek Szerokości

  2. Niech się Wam trafia jak najwięcej fajnych miejsc parkingowych i żeby było trochę czasu, sił i sprzyjających okoliczności żeby coś zobaczyć ciekawego. Powodzenia i szerokości.

  3. Dobra decyzja Maćku że znowu postanowiłeś kontynuować działalność na Blogu. Bardzo ciekawie i pozytywnie czyta się twoje wpisy… Pamiętam kilka lat temu jak jeszcze jeździłeś u na krajówce za czasów Zbycha,miło było wejść i z zainteresowaniem poczytać…co tam ciekawego słychać u Tkaczykowskiego „zza kierownicą”:)
    Pozdrawiam i Szerokości, za kilka godzin zaczynam nocną zmianę Bajo!

  4. Bardzo fajnie napisane Maciek 🙂 Temat Wiednia oraz weekendu tam dobrze znam, ponieważ dwa tygodnie z rzędu byłem tam. Oby wszystkie pauzy były takie jak tam 🙂 pozdrawiam

  5. Moj brat był kierowca i tez go zawsze wkurzało, ze wszyscy mowili, ze to musi byc swietna praca bo sporo zwiedza 😀 Z mojej strony- jesli przyjdzie Ci wpasc do Wiednia na dluzsza wycieczke to zadzwon do Pani Elwiry Rudeckiej o zwiedzanie. My sie swietnie bawilismy z nia, dzieciaki oczarowane, a my sporo sie dowiedzielismy.

Dodaj komentarz