Kiedy pierwszy raz uderzyłem ciężarówką w osobówkę…

Od dwóch tygodni siedzę w Anglii, praktycznie na chwilę tylko spływam 9cio godzinnym promem do Holandii, spędzam tam raptem 3-4 godziny i znowu płynę na wyspę. Praca, w ogóle mnie nie kręci… biorę naczepę z portu, jadę ja rozładować, po czym odstawiam naczepę do portu i biorę kolejną. Co cztery naczepy spływam do Europy tj. Port w Rotterdamie. I tak wyglądają niemalże identycznie wszystkie dni mojej dwu tygodniowej trasy. Aż pewnego razu…

Jest czwartek, właściwie noc ze środy na czwartek. 2:00 dźwięk budzika rozlega się po kabinie. Odruchowo włączam drzemkę i leżę… Mam dość, śpię po cztery, pięć godzin na dobę, dzięki nocnym rozładunkom, siłą rzeczy, kto w nocy pracuje, odpoczynek odbiera w ciągu dnia. Nie da się w dzień odpoczywać, nawet jeśli na dworzu jest 25 stopni, w kabinie mam 35… Leżę i wycieram pot z czoła. Wstaję w końcu bo rozładunek ustawiony jest na 3.30 a ja mam 10km podlotu. Jesteśmy tu na dwa samochody, kolega ma rozładunek na godzinę później ale ruszamy razem. Wiadomo, razem jest raźniej, razem będziemy błądzić, razem będziemy zawracać, jeden drugiemu pomoże. 3:15 jesteśmy na miejscu. Mnie biorą od razu pod rampę, jeszcze sam ściągnąłem plombę, jak się okazało nie powinienem tego robić, choć nikt mi o tym nie powiedział, więc Anglicy przymykają na to oko, widzą przecież, że towar jest cały. Dobijam w dok i jedyne o czym marzę to by rozładowywali jak najdłużej, w tym czasie ja będę odsypiał. Mam wrażenie, że tylko zamknąłem powiekę a już ktoś wali w kabinę… To Anglik, już rozładował. Podpisz papiery, podpisuję. Możesz jechać. Patrzę w tachograf, 1h 42min, tyle spałem, kurwa! Jak ja chcę szybko to się ociągają, jak chcę pospać to idzie im jak marzenie. Zamykam drzwi, przeciągam linkę celną, wchodzę do kabiny i wbijam adres w nawigację. Stąd mam 49km do załadunku.

Kilka minut po godzinie piątej rano docieram do celu. Nie mam większych problemów ze znalezieniem firmy, w której potencjalnie mam ładować. Na wjeździe napotykam gościa, coś jakby na wzór naszego polskiego ochroniarza, od razu naskakuję go pokazując mu SMS z danymi do załadunku. Z rozmowy wynika, że muszę podjechać na następną bramę. Stawiam więc zestaw przy krawężniku na drodze. Słońce już wstaje, ale Liverpool jeszcze śpi. Ochroniarz czeka na mnie by mnie zaprowadzić wprost pod bramę, gdzie później dowiem się, że i tak mnie nie załadują… Idziemy zatem, gość prawi mi po angielsku jakąś historię, grzecznie wysłuchałem po czym powiedziałem mu, że go przepraszam, ale nie bardzo rozumiem co do mnie mówi, że mój angielski sprowadza się do prostej rozmowy. On sprawiał wrażenie człowieka dumnego, dumnego, że do jego firmy zawitał polak, ktoś z bardzo odległych krańców Europy, zapewne nigdy nie był w naszym kraju, nawet nie ma pewności czy kiedykolwiek zawita w te strony… Mi również jest miło, gość ma do mnie szacunek. Rzekłbym przyjemny spacer do czasu kiedy doszliśmy do drugiej bramy…

Wchodzimy, ochroniarz mówi, że to kierowca z Polski, przyjechał po ładunek. Najeżony magazynier mamrota coś w stylu „a weź spierdalaj”… Z jego gadki staram się wyłapać słowa, które znam i z których wynika, że miałem być o godzinie 3:00 a nie o 5:30! Teraz to przyjdź o ósmej, będziemy myśleć. Myślę OK kutasie! Nawet nie wiesz, że to dla mnie 2,5h snu, za które dam się pochlastać… Idę więc do kabiny, zasypiam…

Budzik! Kurwa zaspałem! Nie… 7:50… Uff… Muszę szybko iść załatwić ten załadunek, do 15:00 muszę być w porcie najpóźniej. Prom mam na 20:30, muszę tak zrobić by połączyć wszystkie pauzy, jeszcze kolegę muszę po drodze zabrać. Zostawia auto na bazie i mamy płynąć razem, dalej razem mamy wracać do polski.

Na magazynie jest już nowa zmiana. Gość spokojnie mówi: „szefie, nie szybciej jak 11:00 dzisiaj w nocy”. Co? O tej godzinie to ja już powinienem być w połowie drogi między Anglią a Holandią! Dzwonię na spedycję… W odpowiedzi, daj mi 10min ustalę. Za chwilę, daj jeszcze 15min. Cały czas w nawigacji mam ustawioną trasę i widzę: przyjazd do celu 13:00, przyjazd do celu 13:30, przyjazd do celu 13:55… Kurwa nie mogę tyle czekać! Na 15:00 mam być w porcie, myślę. Niemalże w tej samej chwili dostaję informację: „DAWAJ NA PROM, nie ładujemy”. OK, jadę, odpisałem. Kierunek Hull, tam czeka na mnie ziomek, zabiorę go i lecimy na prom odpoczywać. Wejeżdżam…

Dzwonię, zbieraj się, 13 z minutami jestem po Ciebie i dymamy na prom, czasu na styk. Po chwili pędzę autostradą 89km/h praktycznie cały czas. Wszystko po to by wyrobić się w przepisach i nie zapłacić mandatu w najbliższych 28 dniach, bo z takiego czasu wstecz jesteśmy kontrolowani i rozliczani. Wjeżdżam z autostrady na autostradę, zmieniam po prostu oznaczenie dróg i jadę jak zaczarowany. Jestem na zjeździe kolejnej, moja kolej by włączyć się do ruchu. Na Anglii to bardzo wymagające dla Europejskich kierowców… Polega to na obserwowaniu przez kilkanaście sekund tego co dzieje się obok Ciebie, przed Tobą, za Tobą. Nie wiem jak to się robi, ale wtedy kierowca potrafi widzieć tak jakby wszystko kątem oka. Mam na myśli to, że patrząc się w lusterko prawe potrafi jednocześnie widzieć co dzieje się przed autem. Ja też zerkam w lusterko prawe, choć dla Europejskiego kierowcy nie jest to naturalny odruch, rzadziej z niego korzystamy. Pozwolę sobie w tym momencie na chwilę odejść od tematu i powiem, że poruszając się przez pierwsze chwile po Anglii zawsze boli mnie kark, od patrzenia właśnie w prawe lustro. Kontynuując… Patrze w te lusterko i widzę, że jedna z Angielskich ciężarówek znaczenie zwolniła na mój widok (tu nie ma problemów z uprzejmością na trasie więc nic nowego). Pomimo tego bacznie obserwuję otoczenie i staram się wręcz liczyć samochody, które mnie wyprzedziły a które jeszcze są obok mnie ale ich nie widzę. Ok, droga wolna, wchodzę. I wtedy…

Jeeb! Jak w coś nie pierdolnę! Choć jeszcze nie wiem co się stało świadomość mi podpowiada, że to będzie osobówka w „martwym punkcie”, która umknęła wszystkim zwierciadłom… Choć rozpoczyna się okres, w którym wszystko wydarzy się za chwilę w ułamku sekund, świat zwalnia… Ja już wiem, że w coś uderzyłem, jednak nie potrafię tego zlokalizować… Odruchowo wracam na swój pas, próbuję wstać z fotela by zobaczyć co dzieje się przede mną, nic nie widzę, od siły hamowania blokuje się pas a ja tym samym całym ciężarem naciskam na hamulec. Na czuja próbuję oszacować co się dzieje i jak mam reagować! Nagle drugie uderzenie… Kurwa coś pcham! To na pewno jest osobówka! Nic nie widzę! Kurwa! Wydawało mi się, że stanąłem jak wryty a tak na prawdę pokonałem ze 100m. Cały czas słyszę pisk opon i nie wiem co się dzieje! Miałem czas na myślenie lecz nie miałem wpływu na rozwój wydarzeń. Nagle po mojej lewej wypada osobówka, którą dociskam do betonowej bandy trzecim uderzeniem. Wszystko się zatrzymuje. Cisza, a ja mam w głowie firmę, która tnie moją wypłatę, mam jechać do domu, czy policja pozwoli mi dalej jechać? Co się stało…? Ja pierdolę! Właśnie kogoś przetrąciłem, kit z tym żelastwem! Wyskakuję z ciężarówki, buty mam na stopniu więc wyskakując niedokładnie je ubieram i kuśtykam. Z poszkodowanego auta nikt nie wychodzi, ja mam w pewnym czasie dziurę, setki myśli na sekundę. Dobiegam do auta, w środku mężczyzna i kobieta, ona ma chustę na głowie, to muzułmanie. Otwieram drzwi, kobieta patrzy się przed siebie, mężczyzna ma twarz zasłoniętą dłońmi, głowę opiera na kierownicy… cisza… Czy coś się Wam stało? Kobieta popatrzyła na mnie po czym skierowała wzrok z powrotem przed siebie. Mężczyzna westchnął. Cisza… Spojrzałem na ręce muzułmanki, kurwa! Krew jej płynie po paluchach! Cisza… Zatrzymuje się auto, kierowca dzwoni na policję. Czekamy… Po chwili małżeństwo wysiada z samochodu i jak się okazuje są w lekkim szoku… przed chwilą solidnie poobijała je ciężarówka, spodziewali się najgorszego… A ta krew na rękach tej kobiety to jasno czerwone tatuaże, jak się później okaże u nich to normalne. Przed moją ciężarówką zatrzymuje się kolejne auto. To Damian B. Postanowił nie zostawić rodaka samemu sobie. Zaproponował pomoc, został ze mną do końca, za to należą mu się ogromne podziękowania, za bezinteresowną pomoc rodakowi.

Przed przyjazdem policji zastanawiałem się ile będzie kosztowała mnie ta impreza, 100, 300 funtów? Przyjeżdża policja, gość wpada i wszystkich przesuwa w bezpieczne miejsce, pyta czy ktoś potrzebuje pomocy. Wszyscy są cali więc sam wskakuje do osobówki i zabiera ją z drogi. Spisuje raport, Daman pomaga przetłumaczyć. Po 20 minutach od ich przyjazdu słyszę: ok, auto ma pan sprawne może Pan jechać, tylko najpierw zablokuję autostradę”. I co już? Nie będzie mandatu? Nic? Tak po prostu?

Na miejscu jest już laweta po osobówkę, kurwa dlaczego to tak szybko trwa? Nie jestem przyzwyczajony! Patrze na małżeństwo, jest mi bardzo przykro… muszę uciekać bo tacho krzyczy… Bardzo, ale to bardzo Państwa przepraszam, ja na prawdę was nie widziałem… Kobieta patrzy mi głęboko w oczy, nie ma mi tego za złe, sprawia wrażenie jakby mnie rozumiała… Odchodzę. Autostrada zablokowana, wyjeżdżam…

Później długo nad tym rozmyślam. Właściwie całą drogę, myślę, co by było gdyby. Gdybym był załadowany, gdyby w tym samochodzie jechały dzieci, gdyby przewrócił się na dach? Ja pierdole…

Na promie fajki i dwa piwa… Nadal nie wiem, czy się cieszyć, że tylko tyle się wydarzyło i nie więcej? Jak można się cieszyć z poważnych spraw… Rozmyślam… Nic mnie nie tłumaczy…

6 myśli na temat “Kiedy pierwszy raz uderzyłem ciężarówką w osobówkę…

  1. Jeździsz Dafem to normalką , że pchnąłeś auto. Parę lat temu miałem podobną sytuację w drodze do Doncaster z Harwich. Był to grafitowy Ford FOCUS grafit. Pchałem go przez kilkadziesiąt t sekund. Dopiero jak wysiadłem z auta zorientowałem się , że pchałem samochód bo pierwotnie myślałem , że złapałem kapcia na bliźniaku, bo w cholerę piszczły gumy. Wezwana policja z hrabstwa Kent stwierdziła, że skoro nie ma ofiar to mamy wymienić się danymi ubezpieczalni i skończyło się „to shake hands”.

  2. Ostatnie zdanie genialne, nie wiem czy masz rację że nic Cię nie tłumaczy, na pewno dobrze że nie próbujesz się tłumaczyć, może jesteś zbyt krytyczny wobec siebie, może jednak da się jakoś wytłumaczyć, przecież zdarzyć się może każdemu, szacunek za szczerość.

  3. Kurwa przeczytałem wszystko prawie na bezdechu… powiem Ci szczerze sam bym sie ze strachu posral… ale taka nasza praca. Ciagle trzeba uwazac na te osobowki ktore mysla ze skoro siedzisz wysoko wszystko widzisz…
    Widze ze w kazdym panstwie inaczej na to wszystko reaguja… fakt faktem ze strach pomyslec jakie sa procedury jakby sie cos stalo tym ludziom. Ja zawsze sie obawiam i ostroznie zmieniam pasy, ale zawsze jest te ryzyko ze cos umknie uwadze.

    Taka praca, glowa do gory Panie. Trzeba sie pozbierac po tym bo troche kiepsko z psychom bedzie. Szerokosci i jak najmniej takich akcji. Piona !:)

  4. Eh. Wiem stary co czujesz. Ja właśnie dlatego stwierdziłem, że nie chcę już jeździć i nie jeżdże. Piszesz dokładnie tak jak się to czuje w trakcie. Piszesz też o drodze hamowania. Oczuwoście sytuacja zgoła inna, ale przypomina mi się jak u zbycha filmy kręciłeś i gdzieś tam siedziałeś seicento na dupie jak uświadamiałeś, że pusty zestaw to w miejscu staje jak plułem do Ciebie, że odstępu nie trzymasz 😛 powodzonka, żeby tam Cię erony za uszkodzenia nie obciążyły.

Dodaj komentarz